Anegdoty, anegdoty…
Uczestnicy Sesji 72 mieli w sobie dużo charyzmy. Na tle zahukanego „polbopu”, bezkrytycznie powielającego amerykański jazz, sprawiali wrażenie zawodników bezkompromisowych. Na jakimś plenerowym performansie „Ogniem i dżezem” Helmut Nadolski, człowiek niedźwiedziej postury, a przy tym niebywale temperamentny, poczuł się dotknięty poziomem świadomości warszawskiej śmietanki artystycznej. Wymiąchał z gwinta flaszkę czystej, złapał siekierę i zaryczał: – Nadszedł czas. Oczyszczę sztukę z badziewia. O […]