Helmut Nadolski na nowych płytach

Polecamy dziś kolekcjonerskie CD’s Stowarzyszenia „Trzecia Fala”: a w tym na dwie szczególnie:

    001 Jubileuszowa Orkiestra Helmuta Nadolskiego (nakład wyczerpany)
    005 Bieżan&Nadolski czyli Sesja 72: Radio Gdańsk 1969-70; Andrzej Bieżan (piano), Helmut Nadolski (double bass), Andrzej Przybielski (trumpet), Władysław Jagiełło (drums).

Ta druga (005) też szczęśliwie już nam objawiona, wielkie podziękowania dla Łukasza Strzelczyka, kuratora tych – i innych – projektów.

z facebooka:

Wojciech Voytek Konikiewicz
Helmut Nadolski – jego wypowiedź i muzyka były ważną częścią koncertu „Po co polskiemu jazzowi awangarda” na JnO 2015. Dziś, w Światowym Dniu Jazzu przypominam tę ważną postać: bez niego bylibyśmy ubożsi…
Jego odpowiedź na moje pytanie o przyczyny emigracji, w 2004 r. po pogrzebie Cz. Niemena, wciąż gorzko brzmi:
„Musiałem wyjechać, bo by mnie tu zagryźli…”
p.s.
Polecam rarytas: płytę Helmuta z udziałem Czesława i Olgierda Łukaszewicza

Nadolski a big bit

W niedawno wydrukowanym zbiorze wspomnień i opowieści Marka Karewicza (Wydawnictwo SQN, 2014), spisanych przez Marcina Jacobsona możemy też znaleźć dwa efektowne zdjęcia HN, towarzyszącego grupie SBB NIEMENA. Oraz oczywiście fragment tekstu o współpracy z innym znakomitym muzykiem:

Czesław [Niemen] miał chyba świadomość swoich muzycznych ograniczeń i nie do końca czuł się pewnie w nowym kierunku. Dlatego zaprosił do zespołu dwóch mocarzy muzyki improwizowanej – starego kumpla i performera, Helmuta Nadolskiego, z którym się przyjaźnił i któremu ufał, oraz milczącego trębacza i wizjonera, Andrzeja Przybielskiego.
Obydwaj znani byli z tego, że na scenie – poza nią zresztą też – niczego się nie boją. Cześkowi bardzo to imponowało.
Helmut Nadolski (…) Tworzył dźwiękowe spektakle, happeningi, flirtował z poezją i plastyką. Pracował z podobnymi do siebie, wyzwolonymi ludźmi – Andrzejami: Bieżanem i Przybielskim, Władkiem Jagiełłą, Igą Cembrzyńską. Rozbijał i podpalał kontrabasy, wywijał łańcuchami, tworzył instrumenty na złomowiskach…

hellmood-Skrzek-01-17-800pxl

podziękowania

Szanowni Państwo,

pragnę wszystkim osobom, które pamiętały o moim podwójnym Jubileuszu serdecznie podziękować za życzenia i wszystkie ciepłe słowa, które usłyszałem przy tej okazji. Dziękuję także przybyłym na wieczorne spotkanie w Sopocie 19. listopada za to, że chcieli wraz ze mną dzielić radość spotkania. Dziękuję Rodzinie.

Dziękuję kolegom po fachu, muzykom, którzy spontanicznie oprawili imprezę najwyższej próby produkcjami. Dziękuję Mirkowi Mastalerzowi za użyczenie wspaniałego instrumentu.

Specjalne podziękowanie składam władzom samorządowym Sopotu, Gdańska i Pomorza za miłe wyróżnienia i nagrody, które stały się moim udziałem. Dziękuję pani wiceprezydent Joannie Cichockiej-Gula, panu dyrektorowi Władysławowi Zawistowskiemu z Pomorskiego Urzędu Marszałkowskiego, panu Wojciechowi Fułkowi Przewodniczącemu Rady Miasta Sopotu oraz pani dyrektor Annie Czekanowicz z Biura Prezydenta ds Kultury Urzędu Miasta Gdańska.

Na koniec chcę podziękować swoim przyjaciołom: Hani Banaszak i Waldkowi Banasikowi, którzy, ku mojemu zaskoczeniu, samodzielnie przygotowali wieczór.

Z wyrazami wdzięczności

Helmut Nadolski

Medytacje

Kiedy umiera człowiek

Ziemia staje się lżejsza

I głębsza o jeden dół

 

Kiedy umiera człowiek

Ziemia staje się tłuściejsza

I bardziej doświadczona

 

Kiedy umiera człowiek

Umiera cząstka świata

Która w proch się obraca

 

Kiedy umiera człowiek

Świat cały płacze

Zasmuci się cały. Cały zapłacze…

 

Kiedy umiera człowiek

Umiera i już nie wraca

Nie wraca, już nigdy nie wraca…

 

Okrutne i smutne jest życie,

Gdy świadomość odgadnie

Tendencyjną działalność

Duszy i ciała twego

 

To chyba jakiś cud

Że musimy odejść

To jest sprawiedliwe

 

Gdyby nie było mnie, nie było by Ciebie

Gdyby nie było Ciebie, nie było by Mnie.

recenzja bydgoskiego występu Nadolskiego

Mroczny Demiurg i jego Biała Dama

 „Imię Człowieka – Rozum; Imię Sztuki – Nadzieja”

Już u początku wiadomym było, że wydarzy się sztuka. Helmut Nadolski to postać emanująca niezwykłością we wszelkich możliwych przejawach. Kiedy więc pojawił się na scenie, przestrzeń teatru wypełniła totalna cisza. Oto stanął przed nami Mistrz Ceremonii odziany w czerń i przemówił słowami wieszczącymi prawdę. Wymieniając imiona wszechrzeczy malował obraz wszechświata, jaki dostrzega jego wrażliwość. Było to jak dzielenie się gnozą, której zrozumienie dane będzie jedynie wybranym. Kiedy zatem zakończył swoistą modlitwę nad kosmosem, publiczność nadal trwała w milczeniu.

Artysta, wskazując na swój instrument zawoalowany białym płótnem, z czułością rzekł „moja panienka”. Szata zsunęła się, a spod niej wyłoniła się Biała Dama, którą Mistrz z atencją namaścił dłonią. Czerń i biel stanęły wespół, by obwieścić wiedzę tajemną.

Inicjacja do mistycznego rytuału odbywała się subtelnie. W tle spowity letargiem spokojnie falował ocean. W miarę upływu czasu alchemia dźwięków stawała się coraz bardziej wyrafinowana, współgrając z obrazem rozszalałych fal, chłoszczących skaliste nabrzeża.

Biała Dama stopniowo rażona mocą swego Pana, już po chwili wielbiła Go, obezwładniona potęgą Jego umysłu i mocy sprawczej. Wiadomym już było, że poddała Mu się bez reszty.

W pewnym momencie siłą transu powodowanego bezkompromisowym wodzeniem smyczka po Jej metalicznym ciele oderwał Ją od ziemii. Unosiła się w przestrzeni niczym w rytualnym tańcu, by choć przez chwilę stać się Panią tego transowego spektaklu.

W kulminacyjnym momencie Mistrz uniósł sznur dzwonków i zamaszyście nimi potrząsając zakończył swój mistyczny rytuał.

Atmosfera była doprawdy hermetyczna, naznaczona porywającą głębią ekspresji ze wszech miar magicznego widowiska. Mroczny Demiurg i Jego Biała Dama spełnili swoją powinność.

tyle – Alicja Dylewska u nas,więcej w jazzarium